Les 2 Alpes - grudniowe narty we Francji.

Autor: |
W dole Les 2 Alpes

Les 2 Alpes to kolejny wytwór francuskiego biznesu narciarskiego. Jest ulubionym ośrodkiem narciarzy hiszpańskich, chociaż Polaków także tu nie brakuje. Różnica polega na tym, że ci pierwsi mają tutaj przysłowiowy "rzut beretem" a my niestety musimy pokonać prawie 2000 km.

W dole Les 2 Alpes
W dole Les 2 Alpes
W dole Les 2 Alpes
W dole Les 2 Alpes
Apartament
Apartament
Apartament
Apartament

Fakt, że po wydostaniu się poza granice Polski, droga nie sprawia większych kłopotów, jednak 20 godzin w samochodzie, a ponad 30 w autokarze, potrafi zmiękczyć nawet najtwardszych. Koszty przejazdu też są niebagatelne i zamykają się w okolicach 1500zł na samochód, licząc paliwo, winietki oraz opłaty drogowe za tunele i autostrady. Najkorzystniejsza trasa to Brno - Wiedeń - Innsbruck - Zurich - Lozanna - Genewa - Grenoble, skąd 70 km dalej leży Les 2 Alpes.

Samo miasteczko ma typowy charakter francuskiej stacji narciarskiej. Na szczęście nie jest to blokowisko w stylu Tignes lub Val Thorens. Kwadraciaków oczywiście tu nie brakuje, ale nie przeważają one, dlatego mieścina jest dość przytulna. Dodatkowo, dzięki niezbyt wysokiemu położeniu, jak na Alpy francuskie (1650mnpm), nie mamy tutaj do czynienia z kamienną pustynią.
Początkowo Les 2 Alpes nie wydaje się być zbyt przyjazną miejscowością dla odwiedzających ją turystów. Taka prozaiczna czynność jak, na przykład, zakup karnetów, dla niezorientowanych, nie jest wcale prosta. Przy wyciągach nie ma kas a skipassy kupuje się głównym biurze turystycznym. Nie należy oczywiście zapomnieć o niezbędnym zdjęciu. W cenie karnetu, poza oczywistą przepustką do wszelkiego typu wyciągów i kolejek, zawiera się jeszcze lodowisko oraz otwarty basen.
Same kwatery to typowo francuskie kanciapy, w których na kilkunastu metrach kwadratowych mieszczą się miejsca do spania dla czterech osób oraz kuchnia i łazienka. Trzeba przyznać, że pokoik z Les 2 Alpes i tak był największym lokum w jakim udało mi się do tej pory nocować we Francji. Taką wadę i tak w 100% rekompensuje bliskość wyciągów. W Les 2 Alpes większość hoteli położona jest w ich najbliższym sąsiedztwie, dzięki czemu odpada dojazd samochodem lub skibussem. To spory atut.
W zależności w której części Les 2 Alpes mieszkamy mamy kilka możliwości przedostania się w rejon lodowca. Najszybszym sposobem jest skorzystanie z dużej kolei gondolowej Jandri Express 1 i 2. Oczywiście na dole swoje trzeba odstać, ale duża przepustowość tej jednostki powoduje, że przy największym tłoku okres czekania nie przekracza 20 minut. Same wagoniki z luksusem nie mają wiele wspólnego i wiać po nich, że do nowych nie należą. Przejazd jest bardzo męczący, bo do pokonania sporo kilometrów a w gondoli stoi się jak w tramwaju, z tą różnicą, że w środkach komunikacji miejskiej jest się czego złapać i na ogół nie jeździ się w nich w butach narciarskich. Pierwszy odcinek dojeżdża do wysokości 2600mnpm do miejsca zwanego Toura. W pełni sezonu, zapewne wyżej nie ma już potrzeby wjeżdżać, zważywszy na naprawdę ogromną ilość tras i wyciągów w tym rejonie. Niestety, początek grudnia 2004 nie był najbardziej śnieżnym okresem tego roku i nie pozostało nic innego jak piąć się w górę w poszukiwaniu śniegu. Chcąc nie chcąc przesiadamy się do drugiej części gondoli Jandri Express i wydostajemy się w rejon lodowca Glacier de Mantel 3200mnpm. Większość narciarzy opuszcza gondolę z wyraźną ulgą, ponieważ dotarcie do tego miejsca zabiera grubo ponad pół godziny czasu spędzonego na stojąco i w tłoku. Są oczywiście także inne warianty dotarcia do tego miejsca, ale żaden z nich nie jest ani szybszy, ani wygodniejszy od opisanego.

Cała gehenna podróży aż do 3200mnpm staje się jednak niczym wobec tego co widać zaraz po opuszczeniu budynku stacji gondoli. Właśnie po to warto było tłuc się 2000km. Piękny widok lodowca i stoków schodzących z jego zboczy. Pierwsze pytanie jakie mi się nasunęło to "czy to naprawdę Francja???". Ogromne lotnisko, niespotykane połacie stoków wszystko idealnie przygotowane na całej szerokości zupełnie nie we francuskim stylu, który preferuje wytyczanie wąskich ścieżek na szerokich stokach. Ten widok mocno kojarzy się z lotniskiem na lodowcu Molltaller w Austrii z tym, że stok na Glacier de Mentel jest dużo większy. Teraz z gondoli udajemy się jakieś 100m w prawo, pod kompleks restauracyjny, stanowiący dobrą bazę wypadową do zwiedzania całego lodowca.

Przez środek lodowcowego stoku biegną dwa równoległe wyciągi orczykowe (nr 47 i 48), transportujące narciarzy na Dome do Puy Salie 3421mnpm. Tutaj czeka nas także atrakcja turystyczna, mianowicie lodowa jaskinia, którą można do woli zwiedzać za wejściowe 2 euro. Obok, po prawej stronie znajduje się punkt widokowy z darmową lunetą i panoramą, opisaną na blacie okrągłego stołu. Zjazd w dół to po prostu bajka. Piękny gładki, niezbyt stromy stok, na którym można poćwiczyć i wyszlifować technikę. Niestety, zadowoleni będą tylko ci, którzy przyjechali tu w celu znalezienia jednego idealnego dla swoich potrzeb stoku. Fani cruisingu, przy takich warunkach śniegowych, jakie panowały podczas naszego pobytu, na pewno nie byli usatysfakcjonowani. Kierując się z Dome do Puy Salie w lewą stronę (patrząc w dół) dotrzemy do funparku, obsługiwanego przez specjalne do tego celu przeznaczony wyciąg orczykowy. To największy snowpark jaki widziałem. Imponująca ilość skoczni wszelkiego profilu i rodzaju, halfpipe, poręcze wszystko co potrzebne do życia fereestylowcom. Nawiasem mówiąc to, co wyprawiali tam narciarze i snowboardziści budzi głęboki szacunek. Do tej pory takie numery widziałem tylko w telewizji. Jadąc dalej w dół z funparku, docieramy w okolice górnej stacji małego wyciągu krzesełkowego i szczytu najbardziej stromej ścianki na lodowcu Glacier de Mantel. Nie jest to długi odcinek, jednak wszyscy wielbiciele slalomu na pewno nie będą zawiedzeni. Tą trasą można jeździć do woli korzystając ze wspomnianego krzesełka, które niestety częściej stoi niż działa. To zresztą zmora prawie wszystkich wyciągów w Les 2 Alpes. Oczywiście zamiast zjeżdżać w dół do opisanego wyciągu, można wprost ze ścianki skierować się w prawo do orczyków i ponownie zaliczyć Dome do Puy Salie. Kiedy ponownie znajdziemy się w tym miejscu, możemy zrezygnować z kolejnego zjazdu lotniskami Puy Salie 1 lub 2 (tak nazywają się główne stoki tego lodowca) i skierować się wprost przed siebie. Jeżeli solidnie się rozpędzimy, jest szansa na dotarcie bez podchodzenia do orczyka nr 52, osiągającego najwyższy punkt w całym kompleksie Les 2 Alpes (niemal 3600mnpm). Jest to już część drugiego lodowca Glacier de la Giorse. Z górnej stacji tego wyciągu istnieje możliwość przedostania się inne rejony tego lodowca (mnie nie udało się tam dotrzeć). Niebieska trasa - Lauze - biegnąca po obu stronach wyciągu, jest dość płaska, ale ze względu na wysokość bardzo zmrożona i szybka, więc brak stromizny nie jest tu żadną przeszkodą. Troszkę lepiej prezentuje się część trasy po prawej stronie wyciągu (patrząc z góry), lewa część posiada trochę ukośną linię spadku. Chcąc wrócić do Dome de Puy Salie bez spaceru, jedynym wyjściem jest wypuścić się z trasy Lauze na kreskę, co i tak nie zawsze pomaga i końcówkę trzeba pokonać piechotką. Po takim wariancie nie ma już sensu dalsza wspinaczka na Dome de Puy Salie i pozostaje skierować się w prawo, na czerwoną trasę Dome. Początek to dojazdówka, rozszerzająca się coraz bardziej i przełamująca się w pewnym momencie w bardzo stromą 300-400metrową ściankę, łączącą się poniżej z zieloną trasą Roche-Mantel, biegnącą górnej stacji gondoli Jandri Express. Obie trasy łączą się w niebieską Signal, biegnącą ogromnym stokiem pomiędzy lodowcem a skałami. Finał tego zjazdu znajduje się przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego nr 45. Niebieska trasa Signal ma podobny charakter do tych z głównego stoku lodowca, jest tylko nieco węższa i bardziej stroma w dolnej części. Ze względu na mniejszą wysokość panują na niej także nieco bardziej miękkie warunki śniegowe. Niestety nie dane jest narciarzom jeździć po niej bez trudności. Problemem jest komunikacja. Trasa Signal nie ma wyciągu, który obsługiwałby ją indywidualnie. Aby przejechać cały stok trzeba się nieźle logistycznie nagłowić. Można, korzystając jedynie z kanapy nr 45 zjechać fatalnym, kamienistym i zamuldzonym fragmentem czerwonej trasy do krzesełka 43 i za jego pomocą dostać się w rejon Toura, skąd można w całości zaliczyć opisywaną trasę. Innym rozwiązaniem jest zjazd dojazdówką bezpośrednio z górnej stacji kanapy 45 do windy i wjazd nią pod restaurację, spod której można zjechać połączonymi trasami Roche - Mantel i Signal. Możliwości jest bardzo wiele, nie mniej każda z nich zabiera sporo czasu na dojazdy. Na stoki lodowca można też wjechać, alternatywnym dla dwóch równoległych orczyków 47 i 48, kretem, którego początek znajduje się poniżej restauracji. Aby dostać się do jego górnej stacji należy skorzystać z opisywanej wyżej windy, do której wejście znajduje się w budynku restauracji. Dla tych, którym zależy na czasie lepsze będzie jednak korzystanie z orczyków. Wjazd kretem jest dość kłopotliwy i może stanowić konkurencję dla orczyków jedynie podczas ciężkich warunków atmosferycznych.

To właściwie wszystko. Jest to oczywiście niewielki fragment ogromnego ośrodka w Les 2 Alpes, którego dolna część oraz cały fragment leżący na stokach przeciwległego szczytu Pied Moutet (2100mnpm) był nieczynny z powodu braku śniegu. Może innym razem będzie lepiej...


Jeszcze kilka luźnych uwag.
Ceny... wiadomo Francja nigdy tania nie była, na szczęście Les 2 Alpes nie startuje w wyścigu cenowym na przykład z Val d'Isere. W 2 Alpes ceny są o jakieś 20 % niższe. Co do zaplecza uwag jest naprawdę sporo, ale to typowe dla francuskich molochów. Park maszynowy wygląda jak sprzed wojny. Skrzypi., piszczy jest niewygodny i co najgorsze niezbyt sprawny. Na szczęście przybyłem kilka minut za późno i nie muszę opisywać, co przeżyłem wisząc w zdefektowanej gondoli Jandri Express do zmroku. Mogę za to opisać problemy z dostaniem się na dół podczas awarii tej głównej magistrali komunikacyjnej. O 16.00 Francuzi włożyli ręce do kieszeni i poszli do domu... fajrant!!!. Trzeba przyznać, że mają poszanowanie dla czasu pracy. Kolejna sprawa to mapki - przydała by się jakaś aktualizacja bo to co na mapce ma się czasami do stanu faktycznego jak przysłowiowa pięść do oka. Knajpa na stoku pozostawia bardzo pozytywne wrażenie. Miło, przyjemnie i co ważne do dyspozycji pozostaje stos krzesełek na zewnątrz, z których można skorzystać bez składania zamówienia na słusznej ceny dobra oferowane w lokalu. Sanitarnie jak to zwykle w tym kraju fatalnie. Nie dość, że mało ilościowo i wieczna kolejka to, o takich luksusach jak deski klozetowe, można tylko pomarzyć i oczywiście przedtem trzeba zapłacić. Miasteczko jest bardzo przyjemne, nieduże wszędzie blisko, jest się gdzie zabawić, nie ma problemu z zakupami, bo wszystko czynne jest przynajmniej do 21. Z innych atrakcji pozostaje jeszcze zjazd kolejką do położonej na wysokości 1000mnpm wioski Venosc no i oczywiście ogromna ilość lokali i ośrodków odnowy. Nie należy także zapomnieć o psich zaprzęgach i darmowych meczach hokejowych (co prawda na butach i z miotłami zamiast kijów ale walka jak naprawdę).


Wszystko ma swoje plusy i minusy. W Les 2 Alpes plusy przeważają w znacznej ilości i jest to miejsce warte odwiedzenia, zwłaszcza dla tych, którzy po takiej wyprawie, oprócz zobaczenia czegoś nowego oczekują postępów w technice jazdy. Stoki na lodowcu stwarzają do tego wspaniałe warunki a przy okazji można podejrzeć najlepszych gdyż trenujących tam ekip zawodowców jest bardzo dużo. To chyba też coś znaczy...


Apartament
Apartament
Lodowiec
Lodowiec
Lodowiec
Lodowiec
Lodowiec
Lodowiec