"Student Camp Risoul" Vars Risoul - relacja.

Autor: |
Quoi? Zakopane (foto: M.Jaskuła)
Pomiędzy Vars i Risoul (foto: M.Jaskuła)
Pomiędzy Vars i Risoul (foto: M.Jaskuła)
Risoul (foto: M.Jaskuła)
Risoul (foto: M.Jaskuła)
Vars (foto: M.Jaskuła)
Vars (foto: M.Jaskuła)

W kwietniu część ekipy naszego portalu miało okazję na zaproszenie Silesia Sport wyjechać na Student Camp Risoul. Już na samym wstępie chcemy Was przekonać do tego, aby do Francji mimo wszystko wybierać się samochodem.

Student Camp Risoul jak sama nazwa wskazuje zorganizowany był dla studentów, czyli możliwie najtaniej. Stąd też nasza wycieczka odbyła się autokarem. Czas przejazdu tym właśnie środkiem transportu to około 23-25 godzin trasą przez Niemcy, Austrię, Włochy, a z pominięciem Czech. (Dla zainteresowanych jeden z autokarów wycieczki podążał trasą uwzględniającą Czechy – czas przejazdu podobny). Dla wygodnych istnieje jeszcze opcja samolotu, natomiast odległość od lotnisk samej miejscowości nie jest na tyle kusząca, aby okazywała się strzałem w dziesiątkę. Polecamy więc samochód.

Sama miejscowość (położona niedaleko Grenoble) wydaje się urocza. Mnóstwo miejsc noclegowych, dużo restauracji, barów, dyskoteka. Idealna baza wypadowa na narty dla ludzi młodych, choć pod koniec sezonu nie tętni ona już życiem jak w jego połowie - jak przedstawił nam sytuację polski pracownik jednej z dyskotek.

 

 

Risoul połączone jest z miejscowością Vars siecią wyciągów. Choć Vars wydaje się być przeznaczone bardziej do wypoczynku, dla ludzi dojrzałych, okazuje się ona równie atrakcyjna, co Risoul. Zresztą nie jest specjalnym wyczynem w ciągu 20 minut znaleźć się „po tej drugiej stronie” i samemu ocenić miejsce. W Risoul w czasie, w którym miał miejsce nasz turnus znajdowały się również inne grupy studenckie, co świadczy o popularności miejscowości wśród młodych.

Wyjazd, na który nas zaproszono zorganizowany był w sposób możliwie najbardziej profesjonalny (Ach te niesforne grupy studentów! Sic!) Wyjazd miał miejsce z Katowic w piątek i choć spodziewaliśmy się znacznych opóźnień, ku naszemu zdziwieniu wszystko odbyło się płynnie i bezproblemowo. Sama droga, jak już wcześniej wspominaliśmy – do krótkich nie należała, ale po przyjeździe do ośrodka (w sobotę późnym wieczorem) zrekompensowana była niedzielnym, porannym widokiem z okien.

Grupa zakwaterowana była w różnych budynkach w ramach jednego ośrodka wypoczynkowego, a wśród niej można było spotkać różne grupy wiekowe. Polecamy więc wyjazd nie tylko osobom przed 30, ale również tym po 50. Każdy znajdzie własną grupę, z którą może się zintegrować.

Trasy w Risoul były przygotowane w nieregularny sposób. Trasy zielone okazywały być się zalodzone, nie ratrakowane, wręcz niemożliwie płaskie. Czarne zupełnie nieprzygotowane. Najlepszymi trasami okazywały być się trasy czerwone i niebieskie, choć pod uwagę wziąć trzeba, iż trasy czerwone znacznie różnią się trudnością od naszych rodzimych. Najlepsze warunki do jazdy były średnio między godziną 10 a 15 i większość narciarzy i snowboardzistów dostosowywała się do tego planu dnia. Po godzinie 16.00 znacznie wzmagał się wiatr, który w niektórych momentach wręcz uniemożliwiał komfortową jazdę. Do tego kapryśna pogoda bardzo dawała w kość. W związku z faktem, że wyjazd miał miejsce początkiem kwietnia, w piątym dniu zastał nas deszcz. W szóstym z kolei szalony wiatr.  Przez dwa dni warunki były naprawdę bardzo trudne. Natomiast narzekać nie możemy. Przez pierwsze trzy dni towarzyszyło nam piękne czyste niebo i słońce.

 

 

Jeśli chodzi o stoki po stronie Vars było one bardzo dobrze przygotowane, naśnieżone, wyratraktowane. Poziom trudności tras niebieskich i czerwonych znacznie różnił się od tych po stronie Risoul (w Vars trudność tras przybliżona do polskich). Vars oferowało również największy w Europie raj dla wyczynowców. Snowpark dawał frajdę nie tylko snowboardzistom, ale też narciarzom. Salta i slalomy na szczęście na naszych oczach nie doprowadziły nikogo do kontuzji.

Wbrew temu, że w ośrodkach znajdowało się mnóstwo turystów (samo Risoul oferuje około 16 000 miejsc noclegowych) na stokach nie było tłoku. Każdy miał możliwie najwięcej swobody. Kolejka do wyciągu nigdy nie przekroczyła 3 minut! Faktem jest, iż kilka z wyciągów przez cały nasz pobyt w ogóle nie pracowało, natomiast na wybór nie można było narzekać. Do dyspozycji były orczyki, wyciągi krzesełkowe, gondole. Dla zaawansowanych dostępne były również orczyki oznaczone jako bardzo trudne, praktycznie pionowo sięgające do góry. Minusem wydaje się nam infrastruktura ośrodka, która odbiegała znacznie od europejskich standardów podgrzewanych kanap z oslonami.

Organizator, w związku z końcem okresu narciarskiego i ograniczonymi możliwościami spędzania czasu wieczorem zorganizował uczestnikom mnóstwo atrakcji, m.in. zawody sumo, możliwość wykupienia biletów na koncerty np. Eweliny Lisowskiej, ….. Podczas podróży autokarem jeden z organizatorów informował, gdzie iść, gdzie jeść, gdzie się zabawić. Miejsca, które zostały polecone faktycznie okazały się być idealne dla polskich studentów, można wręcz powiedzieć, ze były urządzone w polskim stylu. Grotte Yeti to jeden z najbardziej oblężonych przez Polaków pub, w którym jednocześnie odbywały się powyżej wymienione koncerty. Info o imprezach ze strony organizatora rozsyłane były smsami, dzięki czemu nikogo nic nie ominęło, chyba że z własnej woli :)

Podczas wyjazdu każdy z uczestników miał też możliwość zapisania się na tygodniową szkółkę narciarską/snowboardową pod okiem instruktorów, którzy jechali wraz z grupą. Jak się później okazało, skorzystało z tej opcji dość dużo osób. Za jednym instruktorem po stokach podążało około 4-5 osób, dzięki czemu każdy miał możliwość nauki w małej podgrupie i bezpośredniej pomocy i porady wykwalifikowanego opiekuna.

Organizator oferował w ramach wyjazdu sześciodniowy skipass oraz za niewielką opłatą wyżywienie wraz z poranną dostawą pieczywa ;) Ponadto dla głodomorów dostępne były trzy SPARy, w których w miarę możliwości uzupełniano zaopatrzenie. Dla chętnych posmakowania francuskich specjałów możliwości bez liku zapewniały restauracje znajdujące się zarówno w centrum miejscowości oraz te przy stoku.

W związku z naszymi rzadkimi wyjazdami zorganizowanymi w ten sposób, postanowiliśmy w ostatni dzień podpytać kilka osób, jak wygląda według nich organizacja wyjazdu. Generalnie opinie były pozytywne, natomiast poziom frustracji wzrósł w momencie wyjazdu. Termin wyjazdu znacznie się opóźnił. Podejrzewamy, że wynikiem takiej sytuacji było wykwaterowanie wielu grup – polskich, czeskich, niemieckich. Rzecz niezależna od organizatora. Podejrzewamy, że największą bolączką grupy wyjazdowej mimo wszystko było piwo 0,25 l dostępne w większości knajp na stokach, chociaż dało się znaleźć też takie gdzie serwowano ludzkie 0,5 l :)

Reasumując wyjazd z naszej strony uważamy za bardzo udany, sama organizacja i poziom profesjonalizmu pozwala nam swobodnie polecić wyjazdy z Silesią Sport na zimowe eskapady. Ludzie zadowoleni, o pogodzie dyskutować nie będziemy, bo to nie kwestia organizacji ;) . Integracja i dobra zabawa! – tak w skrócie możemy podsumować ten wyjazd. Opiekunom gratulujemy płynnego organizowania prawie 300 osób przez bite 8 dni.